wtorek, 7 października 2014

Od Aristo C.D Nightfury

-No...To miło mi poznać piękną damę.-uśmiechnąłem się.Wadera zarumieniła się.
-Chcesz może...Pójść na...Spacer?-spytałem nieśmiało,ale wadera skinęła głową.
-To gdzie chcesz iść?-spytała.
-Nie wiem,idziemy do lasu?
-Dobra.-odpowiedziała i ruszyliśmy w głąb lasu.Nie ściemniało się na razie.Miałem tylko nadzieję,że dziś pełni nie będzie.Oby nie...Modliłem się by dziś pełni nie było...Jeśli przemieniłbym się to nie wiadomo co Nightfury sobie o mnie pomyśli...Westchnąłem ciężko.
-Co się stało?-spytała.
-Nic,tylko...
-Tylko co?
-Night,posłuchaj jeśli dzisiaj będzie pełnia to...
-To co?
-To już nie będę wyglądał tak jak teraz..
-Ale dzisiaj będzie pełnia.-Wytrzeszczyłem oczy
-Co?!
-No to...
-Night,słuchaj fajnie było,ale nie możesz mnie widzieć w takim stanie...-powiedziałem.Nad ranem będę zwykłym wilkiem czarno-białym z niebieskimi dodatkami,ale na razie zmienię się w potwora.
-Ale,Aristo...
-Night,nie chcę Cię skrzywdzić,naprawdę.Proszę uciekaj póki jeszcze możesz.-powiedziałem w panice.Zaczęło się ściemniać.
-Night,proszę Cię!
-Aristo...
-Uciekaj!-krzyknąłem.Wadera zaczęła uciekać,ja zaś zamieniłem się.Zaczęło padać i nadeszła burza.Zawyłem do księżyca.

Kilka minut później uciekłem w Śnieżne Góry.Zatrzymałem się nad przepaścią.Usłyszałem warki za sobą.Odwróciłem się.To był Desperado...
-Grr...-nie panowałem nad sobą.Rzuciłem się na niego,zaczęliśmy się gryźć.Długo nasza walka trwała,w końcu zakończyła się.Obaj leżeliśmy...Nie wiedziałem,że mam czarną krew...Obaj byliśmy poturbowani.Posmutniałem.
Soul Confusion. by Suzamuri
On leżał też w nie najlepszym stanie.Żal było mi go zostawić.Śnieg padał nienagannie.Wiał wiatr.Powiewał moim zakrwawionym futrem,a ja nędznie patrzałem na wroga.
M o r b i s by azzai
Że też dziś musiała być pełnia.Nie panuję nad agresją ani na zmienianiu.Panuję jedynie nad swoim honorem  charakterem.W tym momencie walkę uznałem za zakończoną.Po chwili zasnąłem.
Obudziłem się jak nowo narodzony. Wokół śnieg był,ale nie padał.Świeciło słońce.Nie miałem ran,raczej nie wiele pamiętałem z poprzednich kilku godzin...Nikogo nie było,tylko ślady czerwonej i czarnej krwi.Rozejrzałem się.Pustka.Wstałem,otrzepałem się ze śniegu.Nabrałem głęboki wdech i żeby widzieć gdzie się znajduję,wydmuchałem powietrze,ale nie było to powietrze,lecz zionąłem ogniem.Śnieg w danym miejscu roztopił się.Ukazała się skalista droga do lasu.
-Pewnie stamtąd przyszedłem...-powiedziałem do siebie.Schodziłem ostrożnie,ale nagle poślizgnąłem się i sturlałem na dół uderzając co chwilę w jakieś kamienie.
-Au,au,au!-krzyczałem lecąc w dół.Kiedy był koniec i trawa,wylądowałem na niej z rozjechanymi nogami.
-Aua...-mruknąłem.Wstałem i otrzepałem się.
-Zaraz co z Night?!-wrzasnąłem.Pognałem w głąb lasu.Po chwili ujrzałem ją pod ogromnym dębem.
-Cześć,Night...Wszystko ok?-wadera spojrzała na mnie i podeszła.
-Nic Ci nie jest?
-Chyba,chyba nie...-odpowiedziałem
<Night?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz